Dużo mówi się o młodym pokoleniu

i sposobie zarządzania tą grupą. Czytałam o tym tysiące artykułów i wydawało mi się, że wiem wiele. Do tej pory nie doświadczyłam na własnej skórze tak dobitnie, jak bardzo różnimy się w podejściu do życia.

Miałam okazję prowadzić dość wnikliwą rozmowę na temat oczekiwań moich versus pracownika. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że chcemy tego samego. Dążymy do dobrostanu. W sumie to samo, ale jak bardzo różni w podejściu do osiągnięcia celu jesteśmy!

Po pierwsze,

jako szef nie patrzę tylko na swoje dobro, ani na dobro jednego pracownika. Gdybym miała takie krótkowzroczne podejście, to nie nadążyłabym za dotrudnianiem ludzi. A patrząc na nasz wskaźnik rotacji w odniesieniu do średniej z tamtego roku w Polsce, to nie jest tak źle. Oczekiwanie pracownika, że jako jedynemu należą się przywileje, jest dla mnie nieakceptowalną pomyłką. Jeśli ograniczamy wydatki szkoleniowe, to wszystkim, a nie jednemu czy dwóm. Licząc na to, że się nikt nie dowie, pakujemy się w negatywne opinie pozostałych, którzy prędzej czy później i tak dotrą do prawdy. Sprawiedliwie nie zawsze oznacza po równo, ale adekwatnie i z zachowaniem zasad.

Po drugie, 

nie wygłaszam opinii bez ich wcześniejszej analizy i rozpoznania tematu. Ocenić nierozważnie i bezpodstawnie można zawsze. Zrobić to z głową, to już sztuka. Sugeruję, zanim powiesz, że podejmuję błędne decyzje, wynurz swój czubek nosa poza własną strefę komfortu i zapytaj. Tak niewiele, a tak wiele może zmienić. Najbardziej rozbrajająca w swej krótkowzroczności opinia, która mnie zaskoczyła. Zarzut, że zwolniliśmy w styczniu tego roku pracowników, których nota bene notorycznie nie było, a następnie za kilka miesięcy będziemy pewnie dotrudniać. To zarzut pod moim adresem.  Skąd w ludziach ten brak  analitycznego myślenia? Brak reakcji z mojej strony na analizy finansowe, które w sposób oczywisty i niezaprzeczalny wskazują na zbyt wysokie zatrudnienie w stosunku do aktualnych potrzeb mogłoby być poczytane, jako frywolność, brak ekonomicznego podejścia lub lekkomyślność. Zawsze w ślad za zwiększonymi potrzebami kadrowymi idzie dotrudnienie pracowników, ale to zawsze musi być spójne z potrzebami. Inaczej ponosisz bezpodstawnie koszty, które można przeznaczyć m.in. na podwyżki dla innych, którzy rewelacyjnie spełniają swoje zadania znacznie ponad normę. Decyzje te zazwyczaj nie są proste, zawsze pociągają za sobą różnego rodzaju emocje.

Po trzecie,

daję sobie prawo pytać i dociekać. Zamiast narzekać, że czegoś nie wiem, bądź nie dostaję, najpierw pytam czy istnieje taka szansa. Nauczyłam się tego już w szkole podstawowej. To właśnie wtedy nauczycielka języka polskiego kwestionowała nasze wypowiedzi tłumacząc nam, że narzekanie należy do tetryków a my jesteśmy młodym pokoleniem, które ma pytać, kwestionować, dociekać, a nie marudzić. To ostateczność! Teraz zauważam jak łatwo niektórym przychodzi biadolenie. Zadziwiające jest dla mnie to, że można przeżyć dwadzieścia kilka lat i nie dać sobie przez ten czas prawa do dociekania prawdy. Jak można zaszufladkować się w danym przekonaniu i nie dać sobie prawa do dopytania czy faktycznie tak jest jak myślisz? „Nie zgłaszam potrzeby szkoleniowej, bo nikt mi nie powiedział, że można.” Błagam! To dlaczego korzystasz z kawy, herbaty? Przecież o tym, że można, też nie mówiliśmy. Kurczę, nie dajmy się zwariować! Jeśli czegoś chcesz, przyjdź i zapytaj czy możesz. Od tego masz ludzi wokół. Szef nie jest jedynym punktem informacyjnym w firmie. I szczerze? Nawet nie chcę być. Po to właśnie zatrudniłam menedżerów, aby odpowiedzieli na Twoje pytania, rozwiali wątpliwości.

Nie opieram się na opinii społecznej. Nie rozpaczam, że ktoś mnie nie lubi. Nie skaczę pod niebiosa, jeśli ktoś jawnie deklaruje uwielbienie pod moim adresem. Tak długo jak nie zbadam tematu sama i nie przekonam się jakie są prawdziwe intencje. Zawsze zastanawia mnie gdzie podziała się odwaga wśród ludzi? Kto zabronił wam wypowiadać własne zdanie w pracy, w domu, na ulicy? Kto powiedział, że konformizm, to jedyna akceptowalna cecha? Kto zabronił być sobą? I dlaczego inność jest dzisiaj tak niszczona?

Chciałam Wam powiedzieć, że jestem inna niż większość. Nie boję się mówić, że coś mi się nie podoba. I nie stoję w kącie ze spuszczoną głową obawiając się wyznać swoje przekonanie, nawet wtedy kiedy wiem, że może być to powodem odrzucenia przez innych. Taka ja. Może ta droga jest bardziej ciernista niż droga ogólnego potakiwania, ale wolę ją bardziej niż wspólne okrzyki tłumu, które nie niosą ze sobą żadnej wartości.

Tacy sami a jednak tak różni.

I szczerze, to wcale nie jestem przekonana, że wynika to z wieku i różnicy pokoleń. Dla mnie to szufladkowanie. Znam młodych wiekiem, a jak bardzo dojrzałych ludzi, z którymi pracuję. Moim zdaniem tu nie chodzi o wiek. Tu chodzi o dojrzałość emocjonalną, życiową. O chęci poznawcze, ciekawość, dociekliwość, cierpliwość w dochodzeniu do celu. Wytrwać w dążeniu, to co innego niż osiągnąć.

Zachęcam do dążenia, cierpliwości, analitycznego myślenia i rozważania, otwartości na innych, jawnego wypowiadania opinii. Wyjdź ze swojej strefy komfortu i zobacz, że tu jest równie bezpiecznie. Za jakiś czas, poszerzając ją każdego dnia, to co wczoraj było dyskomfortem stanie się komfortem. Po prostu się przyzwyczaisz do nowego i znowu będziesz się czuł bezpiecznie.