Pracowników dzielimy na tych, którzy zaangażowani działają w imię dobra firmy (cokolwiek to oznacza). I na tych, którzy przychodzą odbębnić swoje 8 godzin nigdy nie zapominając o przerwie im przysługującej.

Kolejny podział, to pracownicy biurowi i produkcyjni. W ślad za tym idzie generalizacja: czyli ci wykształceni z biur i mniej wykształceni (czytaj głupsi) z działu produkcji.

I następny podział, który przychodzi mi do głowy to ci, którzy są lizusami szefowej i mówią otwarcie kiedy mierzą się z problemami i ci, którzy mają ją w tyłku zamiatając pod dywan zaobserwowane niezgodności. Którzy narzekają z założenia, gdyż to ich natura i inaczej nie potrafią choćbyś nie wiem co robił. I drudzy, którzy również zmagają się z wieloma wyzwaniami w życiu, ale szklankę widzą do połowy pełną a nie pustą jak ich przeciwnicy.  I tak mogłabym dzielić i dzielić bez końca. W naszej firmie, jak w każdej innej, też są takie podziały. Jestem o tym przekonana. Dlatego chciałabym Wam powiedzieć co o tym myślę tak naprawdę i bez ogródek.

Pamiętam, gdy poszłam kilka lat temu bez zapowiedzi na dział produkcji sprawdzić czy pracownicy się nie obijają na nocnych zmianach. Cel był jeden: złapać tych, którzy nic nie robią. Złapałam dwie osoby. Nic nie robiły. Osobiście zwolniłam. Poszłam później kolejny raz. Złapałam kolejną. Groza i strach dopadły pozostałych, więc uwijali się jak w ukropie. Nie wiedzieli kiedy zrobię nalot, więc nocne zmiany nie były już leniwe i spokojne. Po jakimś czasie, gdy uznałam, że do wszystkich dotarło, zaprzestałam nocnych kontroli. Czy robiłam tak w biurach między 7 a 15? Nie. Dlaczego? Bo ufałam.  Czy słusznie zakładałam, że wszyscy w biurach pracują należycie? Jak się później okazało, to podejście było błędne. Zawsze znajdzie się ktoś, niezależnie od działu, w którym pracuje, kto nie poczuwa się w obowiązku oddania uczciwie ośmiu godzin. Dlatego ten podział na produkcyjni i biurowi w tym przypadku nie ma żadnego sensu. Kto nie chce, to nieważne z którego działu, pracował nie będzie.

Jaki z tego wniosek?

Jak chcesz żyć spokojnie, to nie idź na dział produkcji nocą i nie monitoruj pracy swoich ludzi w biurach w myśl zasady: Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. 

Życie poukładało się tak, że poszłam na studia psychologiczne. Zawsze o tym marzyłam, więc nadszedł czas. Plan był prosty. Nauczyć się zarządzać ludźmi tak, aby słuchali i bezwiednie podążali za moimi poleceniami.

Czy mnie nauczono tego przez 5 lat studiów?

Nie.

A czy mnie czegokolwiek nauczono w tym zakresie?

Tak.

Po pierwsze, szanować ludzi. Podział na produkcję i administrację nie może mieć miejsca. Wykształcenie nie ma tu nic do rzeczy. Jak się później okazało, ja dobrze wykształcona, okazałam się totalnym gamoniem ze swoimi poglądami sprzed lat. Nie dorastałam do pięt moim pracownikom produkcyjnym.

Po drugie, słuchać ich. Wyobraźcie sobie, że nie ma większych specjalistów w dziale produkcji niż osoby tam pracujące. Co? Banał powiadacie? Hmm no ja tego nie zauważałam póki nie zmieniłam nastawienia. Kiedyś już o tym pisałam, że wychowałam się w czasach, w których zasada ja płacę, ja żądam miała podstawowe znaczenie motywacyjne. Wydawało mi się w związku z tym, że ludzi na produkcji trzeba pouczać, nakazywać i nie pytać o zdanie. Ooo Szanowni, jak ja się myliłam!!! Jak zaczęłam pytać co sądzi moja brygadzistka na montażu czy operator maszyn CNC, to okazało się, że mogę się od nich uczyć jeszcze wiele lat a i tak nie posiądę ich wiedzy specjalistycznej. Oni po prostu wiedzą, bo robią to na co dzień.

Po trzecie, nauczono mnie wyrażać otwarcie swoje niezadowolenie, ale w sposób, który nie jest atakiem czy obrazą człowieka. Kiedyś jak się wkurzyłam, to pióra leciały. Dzisiaj emocje pozostają niezmienne. Temperamentu w końcu nie zmienisz, ale ich wyrażanie uległo modyfikacji. Czy to oznacza, że zawsze jestem w wersji „do rany przyłóż”? A w życiu! A Wy jesteście zawsze? Jeśli faktycznie, to szacunek dla Was. Ja czasami zbaczam z drogi, ale nigdy tak jak kiedyś.

Po czwarte, jeśli zrozumiesz, że wartością Twojej firmy są ludzie, a nie dobra materialne, to osiągnąłeś sukces, o którym tyle tu już pisałam. Że nie jest ważne co posiadasz tylko kto chce walczyć z Tobą o lepsze jutro. Że jeśli zaczniesz szanować ludzi, to oni odpłacą ci tym samym w większości przypadków. Że nie zmusisz ludzi do pracy ciągle ich demotywując uszczypliwymi uwagami, upominaniem i wytykaniem błędów. Że świat wbrew pozorom jest dość prosto skonstruowany: wet za wet, szacunek za szacunek, zrozumienie za zrozumienie i mogłabym tak mnożyć.

Powyższe to efekt transformacji mojej firmy i mojej osoby. Dziś rozumiem, że nie ma żadnych podziałów i być ich nie może! Rozumiem i wciąż powtarzam: Co wam bez szefa? Ale co szefowi bez Was? To jest ta zależność, która dobrze rozumiana przynosi bardzo dobre rezultaty.

W ty miejscu muszę podziękować człowiekowi, który kiedyś zawstydził mnie tak, że do dzisiaj pamiętam. Obnażył moje negatywne podejście do działu montażu wiele lat temu. Na forum kierowników wyraził swoje niezadowolenie z mojego rozumienia podziału pracowników w firmie. Był oburzony moją wypowiedzią, a na koniec ze wściekłością powiedział, że bliska osoba z jego rodziny też pracuje fizycznie i sobie nie życzy. Dalej pracujemy ze sobą. Jest jednym z moich najlepszych ludzi. Pamiętam do dziś chłopaku jak kretyńsko się czułam kiedy dostałam w twarz swoją własną głupotą. Pamiętam jak zabrakło mi słów na obronę siebie. To było wiele lat temu a ja wciąż pamiętam. Właśnie dzięki Tobie. Ta konfrontacja dała mi wiele do myślenie tyle lat temu. I za nią właśnie dzisiaj chcę Ci podziękować. Dostałam lekcję życia. I przypomniałam sobie, że mój tata też kiedyś ciężko pracował fizycznie i dzięki temu utrzymywał naszą rodzinę. Również właśnie dzięki temu stał się wysokiej klasy specjalistą później inżynierem, który stworzył moją firmę. Szkoła na całe życie. Dziękuję!