Moje życiowe motto „Lepsza jakakolwiek decyzja niż żadna” legło w gruzach, gdy poznałam pewną panią menedżerkę, która powtarzała, że niektóre problemy rozwiązują się same, więc warto poczekać, przemyśleć i rozważyć. Jak rozwiązują się same?! Jak czekać?! Na co się pytam?! Nie dawałam wiary takiemu podejściu, do czasu…

Nigdy, nie miałam problemu

z podejmowaniem decyzji. Nie twierdzę, że wszystkie słuszne, ale zawsze podjęte. Wyzwanie polegało na tym, że wielokrotnie podejmowane w emocjach bądź instynktownie. I faktem jest, ze czasami instynkt podpowiada nam dobre rozwiązania, jednak emocje już mniej. Ktoś mnie zirytował, chciałam wrzeszczeć. Ktoś obraził, chciałam odpłacić tym samym. Ktoś zarzucał mi kłamstwo, chciałam udowodnić niesłuszność. Ktoś … i tak bez końca. Po czasie, wraz ze zdobytym doświadczeniem, zaczęłam zadawać pytanie: po co? Po co mam podejmować decyzję tu i teraz, gdy jestem w emocjach? Dlaczego nie dać sobie czasu na przemyślenie, opadnięcie z nich, złapanie dystansu? Mój ojciec mawiał: „Wszelkie ważne decyzje prześpij.” Na początku myślałam, ze chodzi mu o realne przespanie tak, aby ktoś inny je podjął. Dopiero później zrozumiałam, że chodzi o to, aby dać sobie czas. Jak kłóciłam się z tym podejściem, wiem tylko ja! 😉 Latami próbowałam udowodnić, ze ojciec był w błędzie. Że w obecnym świecie nie warto czekać, bo przetrwają ci co są zwinni. Nie ci, którzy analizują latami zanim podejmą jedyną, słuszną decyzję.

Jednak jest zasadnicza różnica

między podejmowaniem zwinnym, a emocjonalnym decyzji. Usprawiedliwiałam się, że muszę działać szybko, bo takie są czasy. Dlatego czasami nie dawałam sobie chwili na jakiekolwiek głębsze analizy. Biegłam, bo tak trzeba było. Gubiłam wagoniki mojego pociągu, które odczepiały się nie nadążając za lokomotywą. Ta zmieniała co chwilę tor pod wpływem kolejnych emocjonalnych decyzji. Podkreślam, że wszystkie w moim mniemaniu były z początku słuszne.

Z biegiem czasu nauczyłam się, że decyzje trzeba podejmować sprawnie, ale jeśli nie potrafimy ich oddzielić od emocji, to najczęściej pozbawiamy się pierwiastka analitycznego, który jest bardzo ważny.

Dziś nadal mam w sobie wiele emocji.

Nadal jestem ekstrawertyczną kulą emocjonalną, która przeżywa i odczuwa wiele. Nie uspokoiłam się w swoim odczuwaniu. Nabrałam jednak dystansu do tego co dzieje się wokół mnie. Zauważyłam, że mogę podejmować decyzje równie zwinnie, ale po przemyśleniu, bez emocji. Jednym z moich sprawdzonych sposobów na ich trafność, jest pytanie. Lubię pytać innych o zdanie. Zebrać zespół i przedyskutować poglądy na dany temat. Nawet jeśli nie zgodzę się z ich poglądami, to da mi to szerszy obraz. Jednocześnie zmusi mnie do odczekania na spotkanie z nimi i przedyskutowanie. To czas potrzebny mi na zatrzymanie się i wyzbycie emocji. Nie zrozumie ten, kto jest perfekcjonistą i każdą decyzję przeanalizuje na wskroś na spokojnie. Ten, który tak jak ja odczuwa ciągły pęd i nacisk czasu, odnalazł się zapewne w mojej opowieści.

Drugim sposobem na opanowanie emocji

przed podjęciem decyzji, jest przeanalizowanie co zrobię, jeśli nic się nie uda z tego co chcę. Jeśli nie podejmę trafnej decyzji. Taka analiza sprowadza mnie na odpowiednie tory. Wybija z rytmu emocjonalnego. Nie jest to prosta metoda dla początkujących, bo jak się zmusić do myślenia, gdy emocje nami szarpią? Jednak dla wytrwałych, którzy chcą zawalczyć o spokój, to dobry krok. Daje czas, który najczęściej jest podstawą do oparcia się pokusie „tu i teraz muszę!” Pamiętaj, nie musisz tu i teraz podejmować decyzji. Zawsze masz prawo ją przemyśleć, złapać dystans zanim cokolwiek zrobisz. Warto, aby nie puścić życia z nurtem emocji.