Prawdziwy przywódca ma pewność siebie, by działać samotnie, odwagę, by podejmować trudne decyzję i współczucie, by słuchać potrzeb innych – Douglas MacArthur.

Po pierwsze,

lider musi brać odpowiedzialność za wiele rodzin, z którymi pracuje. Kryzys wywołany pandemią przypomniał mi, że to bardzo duży ciężar, który dźwigam. Co dzień wstawałam rano i zastanawiałam się co dalej. Najbardziej stresowało mnie to, że odpowiadam za tylu ludzi! Kiedy jest praca na rynku, to świadomość, że trzeba będzie się z kimś rozstać nie jest tak przygnębiająca. Zwalniam, bo mimo prób nie widzę możliwości dalszej współpracy. Ale gdy wiesz, że przyczyna zwolnienia nie leży po stronie pracownika, tylko jest efektem braku możliwości zamówień, czy wprost skutkiem kryzysu, to jest bardzo niekomfortowa sytuacja. Patrząc na sytuację na rynku przygnębia cię jeszcze świadomość, że jeśli ty zwolnisz, to prawdopodobnie nikt nie zatrudni, bo ogólnie panujący trend to zwalnianie. To są sytuacje, z którymi zawsze trudno mi sobie poradzić.

Odpowiedzialność lidera rośnie,

gdy potrzeba odwagi do podejmowania trudnych decyzji. Jak powiedzieć pracownikom, że jesteśmy zmuszeni obniżyć im wynagrodzenie o 20 proc., bo wokół wszystko się sypie, sytuacja jest niestabilna, nieprzewidywalna i trudna? To było wyzwanie. Spojrzeć im w oczy i powiedzieć jak jest, mając świadomość, że i tak wiedzą, boją się o swoją przyszłość i możliwość utrzymania rodziny. To wymaga odwagi. Wymaga wzięcia odpowiedzialności za swoje decyzji. Wtedy potrzeba siły, która charakteryzuje dobrego lidera.

Wszyscy chcemy być przywódcami, gdy kojarzy nam się to ze splendorem, prestiżem, nienormowanym trybem pracy, itp. Ale gdy mowa o odwadze do podejmowania trudnych decyzji, to wtedy wielu chętnych już nie ma.

Publiliusz Syrus:  „Każdy może trzymać za ster, gdy morze jest spokojne.”

Bardzo podobnie jest,

gdy lider jest doceniany. Nagrody, gale, rauty, wywiady, spotkania z uznanymi osobistościami. To coś, co kręci wielu. Mało kto wtedy pamięta, że na nagrody trzeba zapracować. Ich ceną są odrobione lekcje, trudne doświadczenia i jeszcze trudniejsze decyzje. To w trudnych czasach najbardziej liczy się hart ducha i siła. Nagrody przychodzą później.

„Często na szczycie czeka samotność, więc warto pamiętać, dlaczego się ten szczyt zdobyło”. To z kolei John C. Maxwell.

Pewność siebie w samotnym działaniu to temat,

który nieustannie przerabiam. Zawsze chciałam być liderem pewnym siebie i potrafiącym działać w pojedynkę. Zawsze imponowali mi ludzie, którzy pozostając na polu bitwy nie panikują w obliczu wyzwania. Jest ich niewielu. Z drugiej strony – to ogromne wyzwanie, okupione wyrzeczeniami. Uważam, że być liderem w pojedynkę to znaczy walczyć w osłabieniu. Sukces odnosi się mając za sobą dobry, zgrany zespół. Wniosek? Być liderem, to mieć pewność siebie, by działać samotnie, ale równocześnie korzystać z siły zespołu, gdy podąża za nami.

Doświadczyłam tego całkiem niedawno. W marcu, na początku epidemii. Przez pierwsze dni panikowałam. Mocną zmianę dał mi zarząd, który realizował swoje zadania w 100%! Później ochłonęłam i zaczęłam działać dołączając do zespołu. Gdy któryś „wagonik” naszego pociągu się luzował, bądź zostawał, to kolejny członek zespołu go wspierał, podczepiał ponownie do składu. Bo firma to taka metafora pociągu. Jest lokomotywa, która ciągnie wagoniki.  Bądź, w bardziej pożądanym podejściu, jest lokomotywa, która je napędza. Taką właśnie mam organizację.

Nie można zapominać o empatii lidera.

O tym piszę zawsze, gdy odnoszę się do przywództwa. JPrzekonuję się każdego dnia, jak bardzo potrzebna jest energia. Jej ogromnego znaczenia w pandemii nie sposób pominąć. Patrzyłam na pracownika widząc w nim człowieka. Zmagającego się z codziennością. Przygnębionego bieżącą sytuacją. Często przerażonego niestabilnością sytuacji i przyszłością. On patrzył na mnie jak na człowieka. Nie szefa-robota, ale człowieka, który niesie brzemię odpowiedzialności za każdego z członków zespołu. I ku zaskoczeniu nas wszystkich, staliśmy się sobie bliscy. Bardziej rozumieliśmy nasze potrzeby, oczekiwania, ale też obawy. Wiedzieliśmy, że kryzys nas zjednoczył. Oczywiście, nie wszystkich. Ale jedno muszę podkreślić, mogłam liczyć na każdego lidera w mojej firmie. Ludzie oddali siebie, swój czas, swoje działanie organizacji. Empatia pozwoliła nam zauważyć drugiego człowieka z jego problemami, wyzwaniami i obawami zarazem. Lider bez empatii, to zbędny element machiny o nazwie firma.

A na koniec przytoczę cytat, który podsumowuje istotę przywództwa:

Armia baranów, której przewodzi lew, jest silniejsza od armii lwów prowadzonej przez barana – Napoleon Bonaparte.