Zbliżały się święta Bożego narodzenia. Czas, w którym panuje zwyczaj w firmach, aby się gromadzić i siedzieć przy wigilijnym stole. Jakby spojrzeć na to z bliska, to dość szybko okazuje się, że to wyjątkowo nielubiane przedsięwzięcie w większości firm. Z jednej strony dlatego, że jak zebrać całą firmę w jednym miejscu? A  znowu dlatego, że nie każdy jest wierzący i co wtedy zrobić z tymi, których taka uczta nie dotyczy? Kolejny problem to budżet. Zaplanuj go tak, aby starczyło na jadło, a z drugiej strony tak, aby nie przesadzić. No i co z upominkami na święta? W końcu karpiowe, bony, paczki to działania, w odbiorze pracowników, wręcz  obowiązkowe. 

Jak zwykle siedziałam przy swoim biurku zastanawiając się co zrobić, aby w tym roku było inaczej. Już w tamtym roku odeszliśmy od pomysłu stołu wigilijnego. Dla mnie to była najlepsza decyzja w życiu! No bo siedź człowieku przy stole i sil się na podtrzymanie rozmowy z ludźmi, którzy mają śmierć w oczach na samą myśl, że będą siedzieć z szefem obok. Tak było kiedyś. O zgrozo! Dzięki Bogu, wiele się zmieniło. Pisałam już to wielokrotnie, ale napiszę jeszcze raz. Wymiana zespołu HR z Niezastąpioną Matką Wszystkich Dzieci na czele. Odejście Wszechwiedzącego, a na końcu firmowego Casanovy z działu jakości wpłynęły piorunująco pozytywnie na team spirit.  Człowiek to nawet czasami nie wie jakie banalne rozwiązania należy zastosować, aby zmienić nastawienie ludzi. Jak się okazało, wystarczy pożegnać się z kilkoma osobami, aby reszta zespołu odżyła .

A wracając do tematu. W tamtym roku była gala. Lepsze to niż wigilijna uczta. Ale jakaś ona taka sztywna była i bez pozytywnych emocji. No to w tym roku Aga z HRu podjęła temat razem z Karoliną z marketingu i poszły w tany! Mój pomysł to fotobudka i fakt, że chciałam zaangażować wszystkich do podsumowania. Nie tylko kierownicy działów prezentujący smutne i nudne slajdy, ale inna forma, bardziej żywa, ale też wszyscy ludzie zaangażowani. Działy miały odpowiedzieć na jedno pytanie: Co zrobiliście w tym roku dla rozwoju firmy? Forma dowolna i treść też. Efekt przedsięwzięcia mnie powalił z nóg! Różnorodność wręcz niesamowita!

Natalia z Karoliną, moje asystentki, zabiły mnie totalnie. Nata ubrana w strój strażaka rąbała w klawiaturę nieustannie, a w przerwach dochodził ryk mojego głosu: „Kaaaaaawę prooooooszę!” 

Dział HR przygotował Kalambury. Nasz zrobił skecz o tym jak nasza handlowa rodzina powiększyła się w tym roku o kolejne dziecko. W końcu 500+ zbiera żniwa.  Młody synuś biegał w pieluszce po scenie ciągnąc za sobą drewniany wózeczek. Drugi starszy w stroju Robin Hooda polował na szczury z łuku.  Mąż, jak na głowę rodziny przystało, wyznaczał kolejne kierunki podróży. A ja, matka, no cóż, w garach siedziałam.  Dział technologii nagrał film o swoich osiągnięciach z podkładem lektora o głosie programu komputerowego. Konstrukcja przygotowała konkurs z nagrodami własnoręcznie przygotowanymi. Biżuteria najwyższej klasy wg designu Jacoba Fish’a (nasz konstruktor Jakub Ryba). Osobiście wygrałam naszyjnik z zaworków do złączy i części toczonych. Istna kolia proszę państwa! Produkcja połączyła się z jakością i nagrała film akcji: „Podaj złączkę.” Jedynie dział księgowości skromnie tym razem, bo jak Eli nie było, to i dział niemrawy w wydaniu księgowego – widmo. Później wręczono nagrody naszym Rajdowym Mistrzom Polski. I moje największe zaskoczenie, to Przemek z zespołu New Message, który był niespodzianką przygotowaną przez Agę i Karolinę dla mnie. Głos nieziemski, aksamitny i tak delikatnie wrażliwy, że zapierający dech w piersi. Później poczęstunek i gwóźdź programu-foto budka. Jej, ale się naśmialiśmy. Niby to ludzie nie chcą. W opinii wielu poprzednich niedowiarków-sceptyków zbudowanie chęci w zespole do angażowania się w rzeczy poza firmowe jest niemożliwe w MB Pneumatyce. A tu od roku się okazuje, że szef ten sam, a ludzie szaleją. Tak po prostu, sami z siebie, bo chcą. Zapytałby kto o co tu chodzi? A odpowiedź jest bardzo prosta proszę Państwa. Firma to ludzie. Nie tylko szef, ale wszyscy ludzie. Szef się zmienił? Zapewne już nie ten sam skoro atmosfera inna. Ale okazało się, że po odejściu kilku osób cała firma odżyła na dobre. Mają motywację, chęci do działania, luz w swoim zachowaniu, dowcip na co dzień. Nie ma strachu przed tym, że się pojawię. Taka normalna rodzinna atmosfera. Tak, tak, wiem. Zaraz się ktoś przyczepi, że farmazony opowiadam, bo szefem jestem. No cóż, nie o to tu chodzi, że jest zawsze pięknie, bo nie jest. Ale o to, że nie zmusisz ludzi do działań ponad to co obowiązkowe w firmie, jeśli nie chcą, a nasi ludzie robią wszystko sami z siebie. Motywatorem i osobą zachęcającą ich do niestandardowych zachowań jest Aga z HR, która sama z siebie robi tyle pozytywnego zamętu, że już sama zaczęła żartować, że zakluczy drzwi do swojego pokoju, bo spokoju nie ma. Ludzie walą drzwiami i oknami. A wcześniej jak przyszła, to nie mogła uwierzyć, że do tego działu nikt nie chodzi.

Cóż, jak się okazuje po raz milionowy: firma to ludzie. Nic ponad to. Ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie. Tak wiele i tak niewiele zarazem. Dziękuję Wam za to, że razem tworzymy coś czego niejeden może nam pozazdrościć.