„Nie zatrudniamy grubasów!

Bo ich wygląd jest odrażający. Wolniej chodzą, robią, myślą. Nie tolerujemy rudzielców a już tym bardziej z piegami. Przecież przez te kropki to skupić się nie można! Blondynek też nie chcemy. Z założenia po wysłuchaniu wielu kawałów wiemy, że to niezbyt lotne stworzenia. Nie chcemy kobiet, bo zachodzą w ciążę, a później idą na L4 a ciąża staje się chorobą, za którą na dodatek tym wyłudzaczom trzeba płacić. A już nie daj Bóg jak zatrudniają się z myślą o tym, że planują ciążę i nic o tym nie mówią przyszłemu pracodawcy. A później siedzi toto na wychowawczym kolejne lata, a firma płaci za nieróbstwo.

Mężczyzn chcemy,ale nie za młodych,

bo ich do wojska powołają i wakat zajęty, kasę się płaci a pracownika jak nie ma tak nie ma. Nie przyjmujemy homoseksualistów! Przecież sami słyszeliśmy nie raz, że to jakaś choroba, którą można się zarazić. A po drugie kto z takimi będzie pracował?! Co inni powiedzą? Nie chcemy też takich, co maja poglądy i bawią się w politykę. Jedni głupsi od drugich. Zagorzałych katolików! Na co nam religia w firmach? Starszych też nie chcemy, bo inwestycja w nich to jakby ładowanie pieniędzy w zapomniane muzeum. Padnie tak czy siak. Młodych nie akceptujemy, bo skaczą z kwiatka na kwiatek i trzeba ich uczyć. Człowiek poświęca im czas a oni odejdą prędzej czy później. Szwabów, i innych odmieńców, co nam nalot na Polskę zrobili a Polakami nie są. Polska dla Polaków w końcu!”

Możemy tak wyliczać w nieskończoność. Skoro tak, to kogo chcemy? Kto u nas będzie pracował? Jesteśmy przecież tolerancyjni. Jeden z najbardziej tolerancyjnych narodów. Uciemiężonych przez lata, więc i z ogromną pokorą do życia i innych. O ironio! Gdzie nas szukać zatem?!

Powyższe stwierdzenia to nie mój wymysł. Nie wybujała wyobraźnia, to teksty zasłyszane nie raz i nie dwa z ust pracodawców. Abyśmy się zrozumieli: to nie jest przytyk do kogokolwiek personalnie. To raczej forma protestu i wyrażenia siebie. Moich poglądów i wartości.

Jestem gruba.

Jestem ruda. Jestem piegowata. Jestem kobietą, która zaszła i może jeszcze zajść w ciążę. Jestem katoliczką. Jestem za wolnością wyrażania siebie. Akceptuję inność i odmienność. Czy to powoduje, że jestem gorsza? Nie wiem. Czasami słuchając niektórych opinii wątpię czy chcę należeć do tego świata. Kobieta w męskim świecie – wyczyn dzisiejszych czasów. Biznes, który ma płeć. Nie ma wiedzy, idei, pomysłów, wartości. Ma płeć.

W takim razie jestem inna.

Nie zgadzam się na to! Pracodawca ma obowiązek szanować i nie dyskryminować. To jest zapisane w Kodeksie Pracy. Gwarancja dla pracownika. Wierzę, że kobieta ma prawo być matką. A jak chcecie zachować istnienie gatunku ludzkiego bez tego? Dlaczego zatem nie wolno nam zachodzić w ciążę, rodzić dzieci? A wiecie, że w wielu kwestiach potrafimy być znacznie bardziej zorganizowane dzięki temu? Jak kobieta musi być pracownicą, matką i żoną, to okazuje się, że jej kalendarz nie ma granic, dzień trwa latami, a każdy obowiązek wkomponowany między przedszkole, obiad, pranie, prasowanie itp. jest wykonany bezproblemowo.

Moja asystentka jest w ciąży.

W tym miesiącu rodzimy firmowo. Trzymam mocno kciuki za szczęśliwe rozwiązanie. Piękny czas, w którym pracowała tak długo jak mogła. Czy było mi to na rękę, że zaszła w ciążę? Nie. Jest naprawdę dobra. Czy cieszyłam się jej szczęściem? Tak, bo widziałam jak ona jest szczęśliwa. A czy da się połączyć te dwie emocje? Tak. Jak? Po pierwsze, kobieta musi czuć, że ciąża jest pięknym stanem a nie przeszkodą w karierze zawodowej. To też rola pracodawcy. Musi też wiedzieć, że ma do czego wrócić po macierzyńskim. Nasze panie montażystki, które mają małe dzieci mogą pracować na jedną zmianę. Normalnie są dwie. Ale to właśnie ukłon w ich stronę. Wsparcie kobiet, które mają prawo pracować i być matkami równocześnie.

Zatrudniamy młodych

i na dodatek tych, którzy nie mają doświadczenia. Chcemy ich czegoś nauczyć. Przekazać wiedzę. Dlatego właśnie współpracujemy ze szkołami. Nie tylko po to, aby mieć narybek, ale po to, bo jestem przekonana, że tylko tak możemy później od nich wymagać. Jeśli nie u mnie w firmie, to w innej, ale przynajmniej będziemy mieli przygotowaną do pracy młodzież. Kiedyś odpłaci się to naszemu państwu.

Zatrudniamy też „starych”.

Nie ma problemu jeśli ktoś jest po 50-tce. Moja mama ma 65 lat i zachowuje się czasami jak nastolatka. A kto dorówna jej doświadczeniem? Nikt w moim wieku. Czy nie warto zatem uczyć się od niej? Połączyć młodość z dojrzałością i podbijać świat?

Nie weryfikujemy ludzi czy są homo

czy heteroseksualni. Jaki ma to wpływ na wykonywaną pracę? Nie pytamy czy planują dzieci, zakładanie rodziny itp. To jest ich prywatna sprawa. Nie chcę, żeby ludzie pytali mnie na ulicy jakiej orientacji jestem. Co komu do tego?!

Mamy w firmie dress code.

Tak, wymagamy odpowiedniego ubioru. Na produkcji jest to ubranie robocze. W biurach zdefiniowane kolory i stroje. Jest to ograniczenie wolności i wyrażania siebie. Po pierwsze, chodzi o bezpieczeństwo. Tu się kłania kodeks pracy na produkcji. Po drugie, chodzi o to, aby ludzie nie chodzili w pogniecionych, spranych T-shirtach, na których widnieje napis „F*c k it!” tak dla dowcipu.

To tylko niektóre moje przekonania,

wartości w które wierzę. To na tym właśnie polega spójność. Popełniam błędy, mylę się, ale wiem w co wierzę i co jest dla mnie ważne. Pracodawcy, namawiam Was do tego serdecznie, abyśmy zakończyli ograniczać, a zaczęli akceptować. Nie wszystko się da. Wiem. Ale wiem też, że kiedyś byłam dwudziesto kilkuletnią dziewczyną, której przypadła w udziale firma produkcyjna z branży typowo męskiej. I wiem, że sobie poradziłam choć dla wielu z założenia byłam skreślona: „kobietka w męskim świecie”. A dziś mam firmę, jedną z trzech w Europie i jestem dumna. Mówcie co chcecie, jestem dumna z tego co osiągnęłam. I choć wielu zarzuci mi narcyzm, trudno, taki los tych, co idą pod wiatr. Na końcu mogą zostać sami, ale dumni i wygrani. A za mną stoi wielu i to jest moja siła.