Udzielanie pozytywnej informacji zwrotnej to była jedna z moich słabszych stron. Jak i kiedy zganić, wiedziałam zawsze. Ale, jak i kiedy docenić nie było już takie naturalne. W efekcie mojego działania wypracowałam sobie opinię wśród pracowników, osoby, która uwielbia łapać ludzi na błędach i wytykać je równocześnie wyciągając negatywne konsekwencje.

Nie raz miałam rację.

Uwierzcie mi, że wielokrotnie ludzie popełniali błędy bądź po prostu nie wykonywali zadań ze względu na ich opieszałość, zaniedbania, czy po prostu lenistwo. I wtedy udzielenie negatywnego feedbacku należało się jak nic!

Niestety, wtedy gdy podejmowali wyzwanie, podnosili rzuconą rękawicę i walczyli o wykonanie zadania, nie byli doceniani przeze mnie. Wtedy najczęściej uznawałam, że przecież nie ma za dziękować pracownikowi, który po prostu wykonał swoje obowiązki. Podejście mało empatyczne. Pokazywałam ludziom, że nie ma sensu się starać, bo jeśli osiągną cel, to dziękuję nie jest oczywiste. A jeśli im się nie uda, to mają jak w banku murowany opiernicz.

Zastanawiacie się zapewne jakie skutki przyniosło moje działanie.

Ano takie, że ludzie bali się podejmować ryzyko, aby nie podlegać oczywistej naganie w razie niepowodzenia. Nie mieli też motywacji do realizacji zadań wychodzących poza ich zakres standardowych obowiązków, gdyż nie otrzymywali żadnych słów podziękowania czy pochwały. A z drugiej strony, wypowiadałam się z wielkim zdziwieniem i frustracją zarazem, że ludzie nie są skłonni do podejmowania ryzyka. Tym samym wprawiałam ich w nieskrywaną złość i jeszcze większą blokadę do działania.

Taką postawę wyniosłam z domu.

Tak zwany zimny wychów przez mojego ojca. Zawsze stawiał wysokie wymagania i bardzo mało doceniał uznając, że jest oczywistym, iż jest ze mnie dumny. Nie było. Kiedyś wybuchłam z wielkim żalem do niego, że nie docenia niczego co robię mimo tego, że byłam jedną z najlepszych uczennic w klasie w podstawówce. Był szczerze zdziwiony, że nie widziałam jak bardzo jest dumny. Schemat ten przeniosłam jeden do jednego na grunt zawodowy i właśnie tak samo traktowałam swoich pracowników. Do czasu, gdy pojawiła się nowa pracownica, która zaczęła uczyć mnie udzielania informacji zwrotnej. Wiecie jaka to była droga przez mękę?!

Przychodziła do mnie i jasno stwierdzała, że oczekuje docenienie słownego, bo  ją motywuje do dalszej pracy, podejmowania kolejnych wyzwań. Na początku było to zadania nie do osiągnięcia dla mnie. Wydawało mi się tak nienaturalnym powiedzenie, że ktoś wykonał dobrze zadanie, że słowa grzęzły mi w gardle. No przecież nie ma sensu nic mówić, bo ona wie, że dobrze jej poszło. Albo Jaki sens docenienia za każdą drobnostkę wykonaną? Przecież to oczywista strata czasu. Jednak, Aga była nieugięta w swych oczekiwaniach. Znalazła na mnie sposób i gdy ja nie chwaliłam, to sama siebie chwaliła w mojej obecności. Mówiła: No brawo ja! Świetnie mi poszło. Prawda Małgorzato? Przyprawiała mnie o śmiech, ale równocześnie powoli i systematycznie przyzwyczajała do brzmienia pozytywnego feedbacku choćby tylko w formie żartu, ale jednak. Z czasem weszło mi w krew myślenie, że:

Ludzie chcą wiedzieć, czy dobrze wykonali zadania.

Chcą też to usłyszeć.

Jeśli zrobili to dobrze, to najlepiej na forum innych. Jeśli tym razem im nie poszło, to informacja zwrotna udzielona w cztery oczy jest najbardziej trafną decyzją.

Aga, jestem  Ci bardzo wdzięczna

za to, że zapoczątkowałaś we mnie proces, który przyczynił się do poprawy atmosfery pracy wielu pracowników, z którymi współpracuję na co dzień. A Tobie, czytelniku, doradzę jedno: udzielaj informacji zwrotnej! Każdego dnia, gdy nadarza się ku temu sposobność. Nawet jeśli wydaje Ci się to śmieszne i nieadekwatne do sytuacji. Szybko zauważysz, że takie działanie ma ogromną moc motywowania. Również wtedy, gdy został popełniony błąd. O ile lepiej jest usłyszeć, że nic się nie stało, niż żyć w obawie i oczekiwaniu na sromotny łomot ze strony przełożonego.