Polacy to naród smutny i narzekający. Często zakompleksiony, co bardzo silnie ujawnia się w rozmowach rekrutacyjnych. Oczywiście, na poziomie świadomym, wszyscy jesteśmy głęboko przekonani, że myślimy o sobie dobrze, ale jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że łatwiej nam mówić o swoich słabościach i wadach niż zaletach. A jeszcze trudniej akceptować nam fakt, że inni potrafią mówić o swoich sukcesach z pełnym przekonaniem i otwartością. Taka oto lekka generalizacja…

Osobiście przekonuję się o tym na co dzień, kiedy to mówię otwarcie w czym jestem dobra. Zapytana o swoje wady mówię, iż jestem uparta w dążeniu do celu i osiągam go prawie za każdym razem. Tu „prawie” nie robi wielkiej różnicy, bo jeśli nie dziś, to za jakiś czas osiągnę go na pewno! Czyli tak czy siak wychodzi na to, że z wada przekształca się w zaletę.

Potrafię wyrażać swoje kontrowersyjne zdanie. Co jedni traktują jako wadę w świecie konformistycznym, a dla innych jest to zaletą. Tak mnie wychowano, że wycofać się w tłum, oznacza stracić szansę uczestniczenia w czymś niepowtarzalnym. Mój ojciec mawiał: Nie bądź mięsem armatnim, bo wypuszczą cię na wojnę w pierwszym szeregu i po tobie.

Kolejna wada, to planowanie z dłuższą perspektywą. Standardowo żyjemy tu i teraz, a ja, według opinii niektórych, nie potrafię cieszyć się chwilą tylko myślę o tym co będzie za kilka lat. Dla mnie to zaleta w przeciwieństwie do krótkowzroczności. Czy odbiera mi radość dnia dzisiejszego? A w życiu!

Stosuję techniki perswazji. Jedni nazwą mnie manipulatorką. Ja się z tym nie zgodzę. Bo czyż nie jest tak, że każdy z Was blefował nie raz, aby wynegocjować zakup w niższej cenie? A aby przekonać kogoś do swojej racji nie stosujecie technik perswazji? To pojęcie ma nacechowanie pejoratywne, ale merytorycznie podchodząc, nie ma z tym nic wspólnego! Być manipulatorką oznacza chcieć działać swoim zachowaniem z zamysłem na szkodę innych. Potrafić stosować techniki perswazji, oznacza uzyskać zamierzone, ale bez krzywdzenia innych.

Uwielbiam rywalizację. Już widzę te Wasze ironiczne uśmiechy. Tak, tak, to widać… A co w tym złego jeśli motywuje do działania a nie wyrządza szkody innym? Nie chodzi mi przecież o rywalizację, w której po trupach dochodzę do celu uczestnicząc w wyścigu szczurów. Tylko o podejście, w którym czuję się bardziej zmotywowana kiedy z kolegami z działu handlowego bawimy się przekomarzając ile to dzisiaj zamówień zdobyłam ja a ile oni.

Powyższe to tylko przykłady moich „wad.” Niestandardowe podejście do zalet. Polecam takowe każdemu starającemu się o pracę i nie tylko. Rozważcie swoje wady w kategoriach zalet. Nie bójcie się powiedzieć w czym jesteście dobrzy. Boicie się krytyki i zarzutu, że narcyzm to Wasze drugie imię? To lepiej być przerażoną myszką, która rozważa w ciszy swojego umysłu? I nie chodzi tu o to, aby walczyć zaciekle! Chodzi mi o to, że każdy z nas ma swoje wady i zalety. Na zadane pytanie, na rozmowie rekrutacyjnej, jakie ma pan/pani wady, ja rozpoczęłabym od tych podanych powyżej. Następnie płynnie przeszłabym do swoich kolejnych zalet, ale nie wymieniając ich z listy tylko wyjaśniając w czym jestem dobra.

Gdy miałam szesnaście lat wyjechałam na rok do szkoły w USA. Tam nauczono mnie pozytywnego myślenia o sobie. Przekazano mi zbroję, którą mam na sobie do dziś: odporność na krytykanctwo (nie mylić z krytyką!) Nie słucham opinii, które nie wnoszą nic konstruktywnego w moje życie. A jeśli nawet wysłucham obelgi pod moim adresem, to zawiść od konstruktywnej krytyki odróżniam natychmiastowo!

Pamiętajmy o jednym: mówić o sobie dobrze, to też myśleć o sobie dobrze. Jedno napędza drugie. Ludzie, którzy mają pozytywną energię są znacznie bardziej akceptowani w środowisku niż ci wiecznie narzekający. Zaś mylnie rozumiana skromność (nie powiem o swoich zaletach, bo wyjdzie, że jestem zadufana w sobie), nie prowadzi do niczego dobrego. Ani w życiu prywatnym ani zawodowym. W końcu kandydat na pracownika powinien mieć mnóstwo zalet a nie wad. Polecam gorąco takie podejście. Wtedy żyje się nam znacznie przyjemniej. Znam to z autopsji.