Nie będę z nim pracować! Ja jedno, on drugie! Ten człowiek jest zawsze na nie!

Nie zliczę ile razy słyszałam, że najlepiej pracuje się komuś z osobą podobną do niego. Ja osobiście też wolę pracować z osobami takimi jak ja. Energicznymi, zdecydowanymi, które nie boją się nowych wyzwań, a co najważniejsze, nie traktują zmiany jako końca świata. Jednak czy to na pewno jest dobre rozwiązanie, aby budować zespół z takich samych typów osobowości? Podam Wam kilka przykładów z życia mojej firmy.

Swego czasu zatrudnialiśmy człowieka,

który w przeważającej części sytuacji widział zagrożenia. Czego byśmy się nie podejmowali, zawsze mówił, że to się nie uda. Zabierał motywacje zespołowi. Ograbiał go z radości życia do tego stopnia, że po pewnym czasie ludzie zrezygnowali ze wspólnego dojeżdżania z nim do pracy. Woleli płacić więcej, niż podczas półgodzinnego dojazdu przechodzić rozpacz, która kończyła się zawsze tym samym stwierdzeniem: „Jest do d… i będzie jeszcze gorzej.” Współpraca z nim była dla mnie katorgą. Sama myśl, że mam go przekonywać do nowego projektu i jego słuszności, była nieprzyjemna. Miał natomiast ogromną wiedzę, z której warto było korzystać. Dlatego nadal zapraszałam go do projektów, choć koszty tej współpracy były duże. Spotkania musiałby być prowadzone w bardzo specjalny sposób. Najpierw każdy mógł się wypowiedzieć, a następnie moderowałam je tak, aby nasz maruda mógł powiedzieć na początku jakie widzi obawy. Dawało to możliwość wypowiedzenia pozytywów po nim, co miało ogromne znaczenie. Ludzie nie wychodzili ze spotkania zdołowani i przygnębieni przeciwnościami podniesionymi przez tego pracownika. Mieli czas na wyjaśnienie i znalezienie rozwiązań do jego uwag. Trzeba też przyznać, że zastrzeżenia tego pracownika były często bardzo celne i pozwoliły naszej firmie zapobiec wielu niepowodzeniom, których my, optymiści, nie braliśmy pod uwagę. Takie wyważone podejście powodowało, że każdy z nas miał swoje pięć minut do wypowiedzenia się. Uwzględnialiśmy większość poglądów i pomysłów, które wspierały dany projekt.

Zapytacie zapewne po co w takim razie brać takiego człowieka, który widzi wszystko w czarnych kolorach? Ano właśnie po to, aby pokazał to czego inni nie widzą mając założone okulary. Podam kolejny przykład.

Chcieliśmy zakupić kiedyś pewien sprzęt produkcyjny.

Wszyscy mówili, że to super pomysł. Aby nie zanudzać szczegółami technicznymi, chodziło o pewne usprawnienie, które miało przynieść spore oszczędności. Napracowaliśmy się. Analizy, poszukiwania rozwiązań, kosztorysy itp. Na koniec zakupiliśmy pewne rozwiązanie, które się nie sprawdziło. Dlaczego? Bo każdy z nas był od samego początku zachwycony pomysłem i nie było ani jednej osoby, która sprowadziłaby nas na ziemię. Z analiz również wychodziło, że decyzja jest słuszna. Problem w tym, że zapomnieliśmy o analizie SWOT i nie braliśmy pod uwagę zagrożeń. Koszt tego zakupu był niemały, bo kilkaset tysięcy złotych. Dobrze, że udało się nam przerobić te urządzenia i wykorzystać częściowo jego elementy. Natomiast i tak była to strata, bo nie osiągnęliśmy wszystkich zamierzonych efektów.

Lekcja wyniesiona z dotychczasowych doświadczeń

jest taka: nie podejmuję decyzji na podstawie samych pozytywnych opinii. Różnorodność w zespole jest wskazana. Nie tworzę więc zespołu klakierów, którzy potwierdzają moje „świetne” pomysły. Nie dobieram do współpracy tylko tych, którzy mnie lubią i z którymi mam łatwy i przyjemny kontakt. Celowo dobieram do projektów różnorodne zespoły, które wnoszą więcej wyzwań i nawet problemów. Ale wiem, że łatwiej jest mi nauczyć się zarządzać różnorodnym zespołem, niż ponosić finansowe konsekwencje błędnych decyzji podjętych w chwili uniesienia i aprobaty całego zespołu. Myślę, że warto walczyć o każdą osobę w firmie przy założeniu, że ma wiedzę, z której możemy korzystać. Oczywiście tak długo jak nie psuje to relacji międzyludzkich przy jej uciążliwości, ale to już opowieść na jeden z kolejnych wpisów.