To uczucie, gdy padasz na twarz z wycieńczenia, ale masz satysfakcję, że wykonałeś zadanie. Ugasiłeś pożar. Czujesz się potrzebnym ogniwem w organizacji. Bez Ciebie nic nie miałoby sensu. W końcu pracujesz tam od rana do nocy. Jesteś liderem, a to zobowiązuje! Nie możesz odpuścić, bo wszyscy na Ciebie patrzą. Światła reflektorów skierowane na Ciebie, a ty błyszczysz swoim poświęceniem, samodzielnością, samowystarczalnym podejściem do pracy.

Nikt nie będzie Ci mówić jak ma być! Ty jesteś kapitanem tego okrętu i Ty zrobisz najlepiej! Coś Ci to przypomina? Kojarzysz choć trochę? Ja bardzo.

Przez wiele lat

właśnie tak podchodziłam do prowadzenia firmy. Ja kapitan, generał, przywódca! Niezastąpiony, decyzyjny i niepowtarzalny. Bierzcie i korzystajcie z mej obecności. Ja nieomylna i …wykończona, ale spełniona. Naprawdę tak myślałam. Aż któregoś dnia, w trakcie wyjazdu integracyjnego z zespołem menedżerów ode mnie z firmy, usłyszałam druzgocące dla mnie opinie. Że nie umiem delegować. Że mówię, że jestem otwarta na ich decyzje, a tak naprawdę wciąż je podważam, bądź nie pozwalam podejmować. Że nawet nie daję się im wykazać, bo z każdym rozwiązaniem muszę przybiegać do mnie na konsultacje czy aby na pewno dobrze chcą zrobić. I na koniec, najważniejsze. Że to blokuje rozwój organizacji, bo cała decyzyjność jest w moich rękach.

Nie wierzyłam w to co słyszę.

Ja, która się poświęcałam każdego dnia, aby utrzymać tę organizację, dostałam po uszach za moją pracę i wycieńczenie. Paranoja! To była moja pierwsza myśl. Niewdzięcznicy! Druga, która mi przyszła do głowy.

Chcecie? To wam pokażę jak będziecie się topić w meandrach niewykonalności i mylnej decyzyjności Waszych światłych umysłów!!!

Zacięłam się w sobie. Podjęłam bardzo poważną decyzję. Po powrocie do firmy wszystko robicie sami! Od A do Z! Nie ma mnie! Traktujcie jakbym zginęła! Umarła! Padła trupem! Zwał jak zwał, obyście poczuli ten ból osamotnienia.

Jakież było moje zdziwienie,

gdy okazało się, że zespół nie miał z tym problemu. Mało tego. Zaczęli działać sprawnie i konsekwentnie. Nikt się nie topił, ani organizacja nie upadała. Powiem więcej, zaczęli być samodzielni, decyzyjni i …pełni optymizmu. Oczekiwałam innych reakcji. Myślałam, że po kilku dniach samodzielności wrócą z podkulonymi ogonami. Natomiast tą osobą, która najbardziej cierpiała byłam ja sama. Niepotrzebna, pominięta, zbędna, niedecyzyjna, niechciana…. ☹ Takie było moje podejście. Jak bardzo mylne dowiedziałam się później. Po latach rozwoju firmy dostrzegłam, że bardzo istotnym jest umieć oddelegować zadania zespołowi. Zaufać tym, których nominowałam na stanowiska menedżerskie. To ludzie, którzy chcą decydować. Ci, którzy nie podejmują decyzji na wariata tylko dlatego, że mogą. Czujący odpowiedzialność za swoje poczynania, zanim cokolwiek zrobią, analizują.

Obawiałam się nie tego,

że pomylą się w decyzjach. Ale tego, że stanę się zbędna, bo nikt nie będzie już potrzebował moich rad. Okazało się zupełnie inaczej. Doceniłam to, że mam czas dla siebie. Że gdy jadę na urlop, to nie biegam na plaży z telefonem przy uchu.  Nie noszę komputera przy sobie, ani nie kupują kolejnego tableta, aby zmieścił się do podręcznego bagażu, gdy będę potrzebna mojemu zespołowi. Doceniłam te uczucie, gdy wstaję rano i wiem, że wszystko jest pod kontrolą odpowiedzialnego zespołu. Odzyskałam spokój i poczucie bezpieczeństwa. Nie oznacza to, że teraz nic nie robię, nie monitoruję. A i owszem, nadzoruję, analizuję raporty, ale nie mam już potrzeby brania udziału w zakupie przysłowiowego papieru toaletowego, wyborze koloru długopisów dla pracowników i tym podobnych decyzji.

Dlatego, rekomenduję każdemu

liderowi nauczyć się delegować i odpuścić. Jesteście niesamowici, niepowtarzalni i jedyni w swoim rodzaju. Jednak, uwierzcie mi, że Wasza organizacja wejdzie na wyższy poziom, jeśli pozwolicie decydować również Waszemu zespołowi. Gdy będziecie słuchać ich rad. Pozwolicie im popełniać błędy i poczuć odpowiedzialność za to co robią. Wtedy dojrzeją, będą bardziej decyzyjni i samodzielni. A czy nie o to właśnie nam, liderom chodzi? Abyśmy mogli działać niezależnie, mając czas na własne analizy. Według teorii przywództwa Maxwella, lider ma pięć poziomów przywództwa do pokonania. A już na trzecim musi zrozumieć, że oddanie kontroli, decyzyjności i wspieranie własnego zespołu w ich codziennych działaniach, to klucz do sukcesu jego i organizacji, dla której pracuje. I tego właśnie wam życzę!