Komunikacja-słowo wytrych

sukcesu każdej relacji. Przyznaję się, że zawaliłam ją z Wami od dłuższego czasu. Dlaczego? Tysiąc powodów, ale na pewno nie jest to niechęć. Posypuję głowę popiołem i wracam do naszych systematycznych „rozmów” od nowa.

Głowa mi pęka.

Myśli rozbiegane. Jestem wykończona. Jeśli usłyszę chociaż jeden dźwięk więcej to zaczynam strajk! Czuję jak przepaliły mi się dendryty i aksony. Koniec. Nie ma przewodzenia. Wypowiedziałam dzisiaj tryliard słów. Wysłuchałam jeszcze więcej.

Kiedyś zapytano mnie czym zajmuję się na co dzień. Nie będę Wam znowu tego opisywać, bo temat pojawił się już wcześniej. Nawiązuję natomiast do tego, co zdarzyło się dzisiaj.

Raz na pół roku prosimy naszych pracowników o wypełnienie ankiety dotyczącej ich zadowolenia z pracy. Kiedyś było to zło konieczne. Dzisiaj niektórzy przekonali się, że jest to całkiem niezła forma komunikacji z pracownikiem. Rzeczony wypełnia ankietę, a później rozmawia ze swoim przełożonym co można byłoby zmienić. Niby banał, ale ile związanych jest z tym emocji!

Menedżerowie działów

muszą rozważyć jak komunikować się ze swoimi pracownikami. I tu zaczyna się problem. Bo jak powiedzieć Iksińskiemu, że jest w błędzie zarzucając firmie, że nie angażuje się w działania prorodzinne, jeśli wiemy, że to nie jest prawda? Może wprost? „Iksiński z ciebie to ograniczony baran jest!” Hmm… Myśl zgrabna i treściwa tylko efekt nie osiągnięty. Bo jeśli Iksiński miał zrozumieć, że mija się z prawdą, to teraz nie dosyć, że tak jest, to jeszcze ma pełne przekonanie, że jego menedżerowi ogłady brak.

No to może w sposób bardziej cywilizowany? „Panie Iksiński, mija się Pan z prawdą. Nasza firma angażuje się! Zorganizowaliśmy festyn rodzinny, wypłacamy premie okolicznościowe za narodziny dziecka, za ślub…itd.” I wszystko wygląda tu bardzo poprawnie. Menedżer ukontentowany po wygłoszeniu kazania, rozsiada się z dumą i zadowoleniem. Nie przewiduje tylko odpowiedzi. A ta brzmi: „Paczek nie dostajemy na święta. A u mojego taty, gdy byłem dzieckiem, w pracy zawsze dawali.” Odpowiedź nasuwa się w oka mgnieniu: „Oczywiście, że dawali, bo to socjalizm był! Wszystkim po równo za fakt istnienia i przychodzenia do pracy!” Aby nie być emocjonalnym, nabiera powietrza. Trzy wdechy, trzy wydechy i odpowiedź brzmi: „Nie robimy paczek, bo gdy robiliśmy, to padały zarzuty, że nie takie.” Od razu nasuwa mi się ta historia, gdzie wniosek był jeden: Co byś nie robił, odwłok zawsze z tyłu!

Faktycznie kiedyś zrobiliśmy paczki. Pół nocy je pakowaliśmy. Jedni wyszli zadowoleni i docenienie. Inni skomentowali, że woleliby bony. Jeszcze innych to kompletnie nie wzruszyło. Natomiast kolejna grupa powiedziała po prostu dziękuję. Później były dywagacje o nietrafionych prezentach. Gdy niektórzy sami z siebie zaproponowali, że upieką pierniczki, zarzucono im, że nie należy to do ich obowiązków, więc niech nie wychodzą przed szereg. Inni, natomiast, stwierdzili, że to świetny pomysł, tylko ochotnik jest wykorzystywany przez firmę, gdyż go zapewne zmuszono. W efekcie końcowym już sama nie wiem gdzie powstał problem i co nim było?

A wracając do komunikacji,

to może Iksińskiemu nic nie mówić? Niech sobie myśli chłopina, że nic nie robimy prorodzinnie. Co nas to w końcu obchodzi?! Niech myśli co chce! Tylko czy wtedy nie sprowadzimy firmy do miejsca, w którym komunikacja jest formą zła koniecznego, a pracownik przychodzi odbębnić swoje osiem godzin pracy z nadzieją, że będzie niezauważony?

Ostatni pomysł,

który przychodzi menedżerowi do głowy, to refleksja: A gdybyśmy tak poinformowali naszych pracowników na początku jakie mamy zamiary? A może warto było ich zapytać co preferują zanim zaczniemy działania, a później konsekwentnie potyczki słowne?   I nagle dochodzimy do wniosku, że komunikacja jest bardzo istotną częścią życia zawodowego. Ktoś powie banał. Oczywiście, że tak! Tylko skoro jest to tak proste, to dlaczego wciąż duża liczba firm zapomina powiedzieć swoim pracownikom o aktualnych wydarzeniach? Myślimy, że wszyscy wiedzą. A ja dzisiaj siedząc na rozmowie z jednym z moich współpracowników, złapałam się na tym, że nie powiedzieliśmy mu przy zatrudnieniu, że mamy benefity prorodzinne. Człowiek przepracował u nas dwa lata żyjąc w nieświadomości dostępnych możliwości. Kogo to wina? Jego, że nie zapytał? Czy pracodawcy, że nie powiedział? Z przykrością stwierdzam, że to był nasz obowiązek.

Taka lekcja na przyszłość z dzisiejszego dnia. Warto rozmawiać…