Nowy rok się zaczął więc czas na tradycyjne planowania. W mediach społecznościowych, na forach internetowych, w serwisach, gazetach czy periodykach wszędzie porady dotyczące wyzwań, celów, zadań w nowym roku. Wszyscy jesteśmy ekspertami w tej dziedzinie! Czytając i słuchając tych wywodów można nabrać przekonania, że Polska dobrym planowaniem stoi. Tymczasem mam wrażenie, że niekoniecznie jest to zgodne z prawdą.

Zastanawiam się

dlaczego właśnie w tym czasie zaczynamy rozważać cele do osiągnięcia na kolejne 12 miesięcy? I dlaczego akurat na 12? Podejrzewam, że w myśl zasady nowy rok nowi my. Wierzymy bardziej w to, że wchodząc z impetem w kolejny okres, ściśle określony, nabędziemy większej motywacji do działania. Tymczasem z góry dajemy sobie ciche przyzwolenie do zaniechania realizacji już po kilku dniach od powziętych postanowień. Nie skupiamy się na tym dlaczego zaniechaliśmy działania, nie pytamy o to samych siebie tylko z miejsca przechodzimy do porządku dziennego. Któż chciałby się skupiać na porażkach?

Ten wspólne planowanie i wspólne zaniechanie działania już po kilku dniach nadal mnie zadziwia. Tym bardziej, że tysiące „ekspertów” doradza nam jak utrzymać motywację już chwilkę po tym, gdy zdefiniujemy wyzwania. Skoro co rok podejmujemy noworoczne postanowienia w podobny sposób jak zwykle, a za chwilę je porzucamy, to dlaczego dziwimy się, że efekt znów jest ten sam? Efekt, czyli porażka. To tak jakbyśmy lubili siebie zawodzić i czerpali z tego satysfakcję.

Ja preferuję jedną zasadę,

która sprawdza się od lat. Planuj, realizuj i monitoruj w sposób ciągły. Przez cały rok. Nie uzależniaj swoich decyzji i planów od nowego roku. Bo po co? Nie będziesz wtedy czuł presji związanej z tak zwanym owczym pędem całego społeczeństwa do planowania. Równocześnie pamiętaj o tym, aby oprzeć się prokrastynacji, czyli odkładaniu do ostatniej chwili realizacji zadania. Gdy wyznaczamy sobie cele z długofalowym terminem realizacji dość łatwo jest nam odraczać początek działania na ostatnią chwilę. W końcu mamy cały rok na podjęcie wyzwania, więc chwila zwlekania nie stanowi problemu. To zgubne podejście. Przekonujemy się o tym zwykle pod koniec roku, czyli stanowczo za późno, by podjąć kroki naprawcze przed jego zakończeniem. Efekt jest taki, że nie osiągamy zamierzonych rezultatów, co wprawia nas w poczucie winy i w kolejne negatywne emocje. Dlatego też bardzo skrupulatnie pilnuję, aby zabrać się do pracy chwilę po tym, gdy ją zaplanuję. Jednocześnie nie wyznaczam sobie zbyt wielu celów do osiągnięcia na raz, zdając sobie sprawę, że może być to trudne do osiągnięcia.

To co pisze nie jest odkrywczym

i innowacyjnym podejściem. Mam jednak nadzieję, że zachęcę Was do tego, aby nie ulegać przymusowi planowania z początkiem każdego roku z góry skazując się na porażkę.

Kochani – życie nie zaczyna się 1 stycznia! Życie toczy się każdego dnia.

To od nas zależy czy będziemy w procesie ciągłym realizować kolejne zadania i monitorować postępy. Czy skażemy się na frustrację i poczucie przymusu wyznaczania celów z początkiem każdego roku. Życzę wam wszystkiego dobrego w nowym roku i trzymam kciuki za dobre wybory!