Są takie dwie.

Ciche, z pozoru nieporadne, emocjonalne i wycofane. Tak wyglądają zza zamkniętych drzwi swojego gabinetu. Zamyślone, zadumane, skupione, wręcz wpatrzone w monitory. Jakby odcięte od rzeczywistości. Obie przyszły do mojej firmy prawie rok temu.

Najpierw jedna.

Sama ją przekonałam, że warto. Słyszałam o niej same pozytywne opinie. Dobra była. Tak mówił rynek. Ona z rekrutowała sobie drugą do pomocy. I tak zawiązał się dział. Ten, którego wcześniej nie było. Ta pierwsza, myślę, że się nie obrazi, gdy powiem, że była najbardziej emocjonalną osobą w biurze. Wyjaśnienie jest takie, że dostała w spadku dział bez żadnego przekazania przez poprzedniczkę. A nawet jeśli ono jakieś było, to niezgodne z rzeczywistością. Po roku mogę stwierdzić, że takiego działu nigdy nie miałam! Jest poukładany, przewidywalny, rzetelny i realny.

Ona

to człowiek z jednej strony bardzo zdecydowany, a z drugiej wycofany. Nie wierzyła w siebie za grosz. Przeszła ogromna przemianę. Na początku było zdecydowanie. Później z każdym dniem narastających wyzwań opadała z sił. Wiele ją przerastało. Problemy się nawarstwiały, bo odnaleźć się w bałaganie po poprzedniczce było trudno. Później nie raz siedziała ze łzami w oczach próbując połapać koniec z końcem. Godziny, doby, tygodnie, miesiące. A Ona dalej, mimo tego jak dosyć już miała, pracowała nad poukładaniem działu. Dlaczego nie było to łatwe? Nikogo innego w tym dziale nie miała. I nikt inny nie mógł jej wyjaśnić jak cokolwiek było robione wcześniej.

Wpadła na głęboka wodę.

Nie raz zastanawiałam się kiedy przyjdzie do mnie i powie: Dziękuję bardzo! Nie tak miało być! Odchodzę! Nigdy nie przyszła…. Bałam się razem z nią ale też i o nią. Bałam się, że zabraknie jej wytrwałości i samozaparcia. Szczerze mówiąc to bałam się też, że przez ten cały stres, jej mąż wreszcie nie wytrzyma i każe jej odejść. A ja znowu zostanę sama na polu bitwy. Chciałam pomóc, ale nie miałam jak. Totalnie nie mam kompetencji w tym zakresie. Ściągnęłam specjalistów, wspierałam słowem.
Biegałam i pytałam czy mogę jakoś pomóc. I to tyle co mogłam zrobić. Mogłam być wsparciem.

Po pewnym czasie

chodziłam już coraz rzadziej do działu. Nie dlatego, że nie chciałam. Tylko dlatego, że wiedziałam, że nie potrzebuje już takiej mojej obecności. Nawet bym powiedziała, że jej przeszkadzałam gadulstwem. Zauważyłam tez uśmiech. Taki beztroski śmiech, gdy człowiek szczerze może oderwać się na chwilę. Zauważyłam też, że obie stworzyły niesamowicie zgrany zespół: jedna niby cicha, a „baba z jajami”. Druga, niby emocjonalna, ale „lew w damskim wcieleniu”.
Jakiekolwiek wyzwanie by nie dostała, to drąży tak długo aż znajdzie rozwiązanie. Niby cicha myszka, ale o wielkiej sile walki i niesamowitym serduchu.

Po prawie roku współpracy otrzymałam:

  • Dział, którego nie powstydzi się żadna firma. O tym pisałam powyżej.
  • Szefa działu, który jest bardzo odmienionym człowiekiem. Nie ma już tylu emocji, choć nadal występują. To taki charakter. Ale kto powiedział, że emocje są złe? Nie są, tak długo jak potrafimy nad nimi panować.
  • Szefa działu, który mnie zaskakuje wielokrotnie. Dostaję analizy i wnioski, których nigdy dotąd nie otrzymywałam. A to wymaga zaangażowania i myślenia analitycznego.
  • Szefa działu, który przychodzi sam i mówi: „Zrobiłam to!” A nie „Udało mi się.” Nic nie jest dziełem przypadku. Wszystko jest osiągnięte ciężką pracą.
  • Pracownika, który jest lojalny i oddany.
  • Firmę, która korzysta w wielu działaniach z danych przedstawianych przez ten dział.

Dziękuję, że jesteście obie! Wasza praca to nowa jakość mojej firmy, nowe podejście do działu i nowa perspektywa na przyszłość.