Wiara w sprawiedliwy świat. Teoria ułudy, która nie sprawdza się w życiu codziennym. Dlaczego? Bo kieruje nami egoizm, przekonanie o swojej słuszności, niezależnie od tego jakie są fakty. Ja też tak mam czasami. Przyznaję uczciwie, by było jasne, że nie jestem idealna. Ja też zmagam się ze swoimi słabościami. Nawiązuję tu do zdarzenia w mojej firmie.

Zwolnił się pracownik. Zrobił to, ponieważ uznał, że nie jest traktowany dobrze w pracy. Dzień wcześniej rozmawiałam z nim. Przyznał, że nie pracuje na 100%. Mówił o tym, że wie, iże nie zawsze daje z siebie tyle, ile powinien. Że w większości pracuje na 80% możliwości. Przyznał, że sinusoida jego nastawienia do pracy i motywacji trwa od wielu miesięcy. Już w maju, gdy trwała pandemia i pracowaliśmy w trybie zdalnym, życzył sobie pozostać w firmie, bo twierdził, że nie potrafi pracować efektywnie z domu. Wydawało mi się, że daję szansę, że jestem wyrozumiała, bo akceptuję działanie, które tworzy niepotrzebne wyjątki.

Pracownik przyznawał mi rację, obiecywał poprawę. Faktycznie pojawiała się na maksymalnie 2 miesiące, a później znowu wracaliśmy do punktu wyjścia. Czyli braku motywacji i zaangażowania w pracy. Powtarzało się to, aż miarka się przebrała. Postawiłam warunek: albo pracujesz na 100%, albo będę zmuszona cię zwolnić. Bił się w piersi, obiecywał poprawę. Mówiąc uczciwie nie wierzyłam kolejnym deklaracjom. Ale chciałam być fair i dać kolejną szansę. Bardziej chyba dla swojego dobrego samopoczucia. Cóż to ten mój egoizm właśnie.

Po kilku dnia pracownik złożył wypowiedzenie. A nam wszystkim spadł kamień z serca. Naprawdę problem rozwiązał się sam. Nie musieliśmy podejmować tej decyzji, mieć wyrzutów sumienia, poczucia winy. Przyniósł dokument prosząc o porozumienie stron. Sam z siebie składał deklaracje, że do końca będzie pracował i wszystko na spokojnie przekaże. Wielu nie wierzyło. Następnego dnia poszedł na L4. Czy słuszne? Nie wiem. Nie mnie oceniać. Po kilku tygodniach bał się przyjść do firmy i wypisać urlop do końca swojego okresu pracy.

Zastanawiałam się, dlaczego ktoś decyduje się po kilku latach pracy na rozstanie w taki sposób? Dlaczego zabiera sobie możliwość uzyskania rekomendacji? Dlaczego woli spalić mosty niż budować sojusze? Przecież nawet jeśli podejmujesz decyzję, że chcesz odejść, to masz do tego prawo. Nikt nie jest niewolnikiem pracodawcy. Każdy ma prawo zakończyć współpracę, gdy uzna, że nadszedł czas. Tylko jak zrobić to z klasą?

Z mojego doświadczenia wynika, że coraz więcej osób potrafi zrobić to tak, by nie palić za sobą mostów. Tak, że pracodawca zastanawiając się co traci, wystawia rekomendacje i „błogosławi” na przyszłość oferując możliwość powrotu.W tym konkretnym przypadku pracownik pozostawił niesmak. Nawet nie mi, tylko kolegom, których zostawił z niezamkniętych sprawami po sobie. W efekcie, wszyscy mieli go dość i złorzeczyli.

Kilka dni później otrzymałam pytanie od znajomej czy polecam pracownika, gdyż złożył u niej swoje CV. Pomyślałam, że chcąc być uczciwą, powiem prawdę. Jak pracował, jak się rozstał, jaki niesmak pozostawił po sobie. Dostałam podziękowania, że ją ostrzegłam. A ja pozostałam z pytaniem: czy zrobiłam źle mówiąc prawdę? Czy pracownik źle zrobił, że wybrał taki sposób rozstania? Czy dało się ustrzec przed takimi konsekwencjami? Czy wystawiłam świadectwo pracownikowi czy sobie? Czy dobry pracodawca powinien przemilczeć pewne fakty i pozwolić przekonać się przyszłemu pracodawcy? Może tam pracowałby lepiej, gdyby dostał szansę?

Chętnie poczytam co myślicie na ten temat.