Dzisiaj inny temat, tzw. poza konkursem. Przyszedł niespodziewanie podyktowany przez życie. Ostatnio żyję w ciągłym biegu. Bardzo nasiliły się podróże biznesowe, konferencje, spotkania. Równocześnie pozostały w kalendarzu dawno temu zaplanowane urlopy weekendowe. Spowodowało to kompletne wypełnienie kalendarza i fakt, że nie jestem w stanie niczego „dopchać” więcej do 24h w dobie.

Tylko w tamtym tygodniu

byłam dwa dni w Szwajcarii, cztery dni w Paryżu. A obecny wpis tworzę, siedząc w samolocie, do Warszawy będąc w podróży do Sopotu. Z jednej strony bardzo mi tego brakowało przez ostatnie prawie półtora roku covidowego. Z drugiej strony, nasiliło się to tak mocno, że w domu bywam dzień maksymalnie dwa w tygodniu. Jaki ma to wpływ na moje życie?

1. W tym niespokojnym czasie odczuwam spokój zawodowy.

Dlaczego? Bo w firmie są ludzie, którzy dają mi ten komfort. Kiedyś każdy wyjazd wiązał się ze stresem. Co dzieje się w firmie? Jak radzą sobie ludzie? Czy potrzebują mojego wsparcia, decyzji, obecności? Dzisiaj jest inaczej. Natężenie pracy większe niż dotychczasowo, ale ludzie inni. Jakby bardziej odpowiedzialni, decyzyjni, opanowani. To mi daje poczucie bezpieczeństwa.

2. Mam ogromny niedosyt rodziny i życia rodzinnego.

I tu kłania się pytanie, czy bardziej jestem matką, czy przedsiębiorczynią. Ostatnio czuję, że businesswoman to moje pierwsze imię. Ale mimo tego, że ta myśl przygniata, nie daje poczucia wyrzutów sumienia matki. Daje raczej informację, że trzeba przeorganizować kalendarz tak, abym poświęciła więcej czasu rodzinie. Dlatego, że ja tego potrzebuję, wymagam. A nie dlatego, że tak wypada, że ktoś mi każe. Kiedyś żyłam wyrzutami sumienia i poczuciem winy. Dzisiaj moja rodzina rozumie, że to cześć mojego życia. Równocześnie ja odczuwam większą potrzebę odwzajemnienia, gdy jestem w domu. Potrzebuję być razem z nimi, aktywnie słuchać, rozmawiać, spędzać wspólnie czas. Może banalne, ale jak bardzo potrzebne kobietom-matkom, które żyją w ciągłym poczuciu winy, że powinny… być w domu, postawić rodzinę na pierwszym miejscu zawsze i wszędzie, poświęcić się dla jej dobra. A później nie wiedzą jak wyjść z tego marazmu, chcąc również zawalczyć o siebie i swoje potrzeby.

3. Potrzebuję odpoczynku.

Tak po prostu fizycznego. Gdzie usiądę z kubkiem herbaty i dobrą książką w rękach. Nie wiedziałam, że kiedyś to powiem, ale starzeję się! I wiecie co? To jest fajne, bo daje mi pozwolenie na to, aby zwolnić. Usprawiedliwić się sama przed sobą, że odczuwanie zmęczenia jest ok i daje prawo do zalegania choć raz na jakiś czas w ogrodzie z książką. Uwielbiam te chwile, gdy nic nie muszę. Gdy leżę i zastanawiam się, kiedy będę chciała, a nie musiała wstać. Chciałam podzielić się z Wami życiowym tematem codzienności liderki. Nie wiem, czy ma tak każdy, czy to może ja jestem inna. Wiem natomiast, że gdy kobieta mierzy się ze sobą, to ogromne wyzwanie do pokonania. Dla wielu znacznie większe niż mierzenie się ze światem. Dlaczego? Bo gdy jesteś poukładana sama ze sobą, to żadna siła zewnętrzna, opinia innych nie spowoduje twojego gorszego samopoczucia. A gdy walczysz z niestabilną samooceną, to każdy jest w stanie wybić cię ze spokoju. Zaczynasz się zastanawiać czy opinia innych jest prawdziwa, trafna. Czy ma sens? Czy odnosi się bezpośrednio do ciebie i twoich przywar? Czy dostrzega też twoje zalety? To wszystko zabiera ci niepotrzebnie czas i spokój umysłu.

Pytanie brzmi: Po co sobie to robisz? Zastanów się jakie decyzje są dla ciebie istotne? Czy to, co robisz, sprawia ci przyjemność i daje spełnienie? Pozwala na działanie zgodne z twoimi oczekiwaniami?

I jeśli tak, to odpuść opinie innych. Skup się na sobie i daj prawo żyć według tego, jak chcesz ty, a nie inni. Ja to odkryłam już dawno temu i dzięki temu nie ponoszę emocjonalnych konsekwencji opinii innych. Trzymam zacięcie kciuki!