Aby móc się wypowiedzieć czy urlop jest potrzebny, najpierw zdefiniujmy pojęcie. Urlop to czas, w którym pracownik jest poza terenem firmy, w miejscu przez siebie wybranym i nie ma kontaktu ze swoimi współpracownikami ani z szefem. Ja wiem, że może to mało profesjonalna definicja, ale najbardziej odnosząca się do nas. A to za sprawą niektórych jednostek, które tego pojęcia nie rozumieją.  Przedstawię Wam kilka krótkich historii dla zobrazowania.

Zapewne u niejednego z Was jest tak, że pracownicy walczą o pójście na urlop z własnym szefem. Proszą, błagają, grożą odejściem, bądź po prostu siedzą cicho udając, że 26 dni wolnych od pracy im przysługujących w świetle Kodeksu Pracy, nie istniej. Urlop to często taki piękny czas, za którym tęsknimy, o którym marzymy jako o tym świętym Gralu, co to nikt nie widział, ale każdy słyszał, że istnieje. U nas natomiast sytuacja jest lekko odmienna.

Do niedawna, jakieś ponad dwa lata temu, czas wolny był przywilejem pracowniczym, o który może walczyć nie musiał, ale zawsze do ostatniej chwili żył w niepewności czy aby na pewno uda mu się na niego wybrać. Nigdy człowiek nie wiedział czy Armagedon, który mógł się wydarzyć niespodziewanie, nie spowoduje konieczności obecności i pomocy innym. A ponieważ ludzi nie było tylu, aby mogli przejmować swoje obowiązki w pełnych zakresach, to każdy okazywał się konieczny. Ludzie mieli przekonanie o byciu niezastąpionym, w związku z tym, wielu z nich nawet udając się na urlop, jechało w stresie, „odpoczywało” w stresie i również w stresie wracało. Jakimś dziwnym trafem to współuzależnienie od firmy istniało nieprzerwanie. Był tylko jeden szczęśliwiec, co jak szedł, to „w razie czego był pod telefonem”, ale gdy się do niego dzwoniło w trakcie katastrofy, to nie odbierał.

Reszta o dziwo, w przeciwieństwie do niego, podświadomie pełniła dyżury, w razie „W”. A te „W” może i nie pojawiało się często, ale jednak żyło w podświadomości nas wszystkich.

Kilku nadgorliwych, tzw. Stróży Porządku, którzy „spędzają urlop na terenie jednostki” Czytaj: są na urlopie, ale pełnią dyżur telefoniczny, a jak nikt nie dzwoni z firmy do nich, to oni dzwonią do firmy, aby dowiedzieć się co się stało, że nie dzwoniono. Z tymi to najgorzej mamy! Bo tez jak nikt nie dzwoni, to potrafią pojawić się niepostrzeżenie i jakby nigdy nic zapytać: „Co tam u was?”

Są też Niezastąpieni , do tej grupy również ja się zaliczam, cholipa, co jak idą na urlop, to go spędzają z rodziną, ale rozłąka jest dla nich tak trudno, że zadzwonić raz na dzień bądź choćby napisać smsa czy w firmie wszystko ok, muszą. To Ci którzy czują się niezastąpieni i mają problem z oddelegowaniem obowiązków, bądź Ci którzy chcą się czuć potrzebni a urlop powoduje, że są spychani na dalszy plan, wręcz zapominani w ich mniemaniu! Tutaj mam historyjkę Jednego, co jak już nikt się do niego nie odezwał, to sam zadzwonił z nieukrywanym żalem: „Skoro do mnie nie dzwonicie, to czuję się jak piąte koło u wozu.”

Nieobecni Z Pozoru to kolejna grupa tych co na urlop idą za karę wyrzucani i zmuszani do odpoczynku. To Ci co oficjalnie urlop wypisują, nawet oficjalnie przebywają, ale po cichu, tak aby szefostwo nie widziało, przemykają pod płotem firmy po godzinach do swoich działów, sprawdzić bądź nadzorować jak kto woli. A gdy złapani na gorącym uczynku, robią maślane oczka i stwierdzają: „Ja tu tylko na chwilkę, bo właśnie zapomniałem długopisu do domu zabrać.” To znowu ta grupa, która na urlopie przebywa regularnie, a po urlopie jest zmęczona bardziej niż przed. No bo człowieku jak tu odpoczywać, jak nie dosyć, że pracujesz, to jeszcze kombinujesz, aby inni Cię nie złapali, bo jak doniosą do szefowej, to będzie zadyma jakich mało.

Kolejna grupa to tzw. Orły Nieloty czyli już prawie na urlopie, ale nie leci, bo jeszcze orzeł przekazać wskazówki dalszego lotu musi. To ci co piszą sprawozdania dla innych na kolejne tygodnie swej nieobecności, co chwali się, bo człowiek ma poukładane. I nic by nie było w  tym złego, ale są tak odpowiedzialni nad wyraz, że nie odlecą póki nie złożą raportu również telefonicznego! Siedzę sobie ostatnio na szkoleniu. Dzwoni telefon. Nie mogłam odebrać. Oddzwaniam w przerwie. Tym razem on nie odbiera. Wracam na szkolenie, bo przerwa minęła. Dzwoni telefon. Nie odbieram. Oddzwaniam na przerwie. Odebrał. „Małgorzata, zaraz do Ciebie oddzwonię.” Oddzwania…w trakcie szkolenia. Nie odbieram. Za czwartym razem gdy dzwoni, wychodzę ze szkolenia, odbieram i słyszę: „Przepraszam, ale musiałem zadzwonić, żebyś wiedziała co do Ciebie napisałem w mailu, ale gdy dzwoniłaś, to nie odbierałem, bo właśnie przechodziłem przez bramki na lotnisku i nie miałem jak.” Więc mówię: „Chłopaku, czytałam”. A on mi na to: „Aaaa to dobrze. Chciałem się upewnić czy wszystko jasne, a w razie czego, to jak dolecę na miejsce , to kupie kartę telefoniczną, żebyście mogli dzwonić.” Bez komentarza. 

Ostatnia grupa to po prostu Wariaci!!! :O Totalni nieodpowiedzialni wariaci, którzy idą na urlop, odpoczywają, cieszą się nim i własnymi rodzinami, wracają i są wypoczęci. To ta baaardzo dziwna grupa, która nie dzwoni, nie pisze, nie odpowiada na maile i nie bierze udziału w konwersacji grupowej na Messengerze. Po czym wraca do pracy, ma zapał za dwudziestu i krzyczy, że to był piękny czas i aż chciało się wracać będąc pełnym werwy i zapału! Tych, co prawda, jeszcze nie do końca zdiagnozowano, ale jestem przekonana, że to zapewne jakieś wyjątkowe zaburzenie, które będzie skutkować ciężkimi powikłaniami: zdrowym umysłem i siłą fizyczną w przyszłości.

Sytuacja zmienia się odkąd Wszechwiedzący odszedł ,ale też od momentu kiedy ludzie zaczęli rozumieć, że czy im się podoba czy nie, odpocząć muszą, bo w przeciwnym razie z upływem czasu są coraz mniej wydajni.

 Jak wiecie, udowodniono, że trzy tygodnie wolnego, to najlepszy okres na odpoczynek. Ustawodawca gwarantuje dwa. Nawet w moim mniemaniu trzy robi ogromne wrażenie, choć wydaje mi się, że byłby to niezły czas rozłąki i tęsknoty obu stron.

Żartować na temat urlopu mogłabym bez końca, bo choć pisałam pracę magisterską z wypalenia zawodowego, to jestem fenomenalnym przykładem osoby, która nie potrafi odpocząć dłużej niż na weekend. Choć i tu ostatnio znalazłam sposób na taki stan umysłu. Wyjechałam na urlop z grupą znajomych. Bawiłam się przednio i zapomniałam o bożym świecie. A wszystko za sprawą ekipy, która była z nami. Jaki z tego wniosek? Wyjeżdżać na urlop w celu odpoczynku muszę tylko ze znajomymi. W przeciwnym razie dzwonię, nękam, podpytuję co słychać w firmie, a w efekcie końcowym totalnie nie odpoczywam.

Ale musze przyznać, że nawet ja się uczę. Byłam na urlopie tydzień temu. Mimo tego, że byłam w kontakcie z firmą, to odpoczęłam, bo nie było to tak intensywne jak do tej pory. Najszczerzej w świecie byłam zmęczona.

Uczę się odpoczywać. I tego samego życzę Wam. Zrozumienia, że nasz organizm ma swoje granice. Że urlop to nie przeklęty czas wymuszony przez Kodeks Pracy, a Wasz przywilej i wręcz obowiązek. Nie tylko dlatego, że Kodeks Pracy tak każe, ale dlatego, że musimy dbać o siebie. Dla dobra Waszego ale i tez firmy. Bo cóż to za pracownik, który ciałem obecny, a wyczerpanym umysłem gdzie indziej? Pamiętajcie i dbajcie o siebie.